Strona Gwna FORUM PORTALU UZALE¯NIENIA
Kurs na trze¼wo¶æ

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UytkownicyUytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum  DownloadDownload

Poprzedni temat «» Nastpny temat
Dlaczego iciekamy w bezradno¶æ
Autor Wiadomo
kahape 
przyjaciel forum
koalka



Pomoga: 145 razy
Wiek: 59
Doczya: 13 Maj 2007
Posty: 3147
Wysany: Czw 02 Mar, 2017 14:55   Dlaczego iciekamy w bezradno¶æ

Zofia Milska-Wrzosiñska: Dlaczego uciekamy w bezradno¶æ

Ludzie szybko ucz± siê bezradno¶ci, czyli poczucia, ¿e ich kontrola i wp³yw na sytuacjê s± nieskuteczne. Bezradno¶æ chroni nas przed konfrontacj± z innymi stanami, których nie chcemy. Ze z³o¶ci±, z frustracj±, lêkiem
Kiedy¶, przy okazji innej naszej rozmowy, wspomnia³a pani, ¿e uczucie bezradno¶ci to jedno z najtrudniejszych uczuæ. Dlaczego?

Bo czujemy co¶ dolegliwego: ból, z³o¶æ czy niezgodê, ale jednocze¶nie niemoc, ¿eby co¶ z tym zrobiæ. Jest ¼le, ale nie widzimy ¿adnej mo¿liwo¶ci zmiany, wiêc prze¿ywamy swoj± sytuacjê jako stan ograniczenia, zniewolenia czy nawet przemocy. Niekoniecznie przemocy w sensie dos³ownym - fizycznej czy psychicznej, wywieranej przez konkretnego cz³owieka.

Czujemy, ¿e nie mamy wp³ywu na co¶ dla nas istotnego, bo sprawy zosta³y ju¿ rozstrzygniête i bêd± sz³y swoim torem niezale¿nie od naszych dzia³añ, czyli wszystko jedno, co zrobimy, nic siê nie zmieni, a je¶li ju¿, to na gorsze. Na przyk³ad m±¿ gbur mówi, ¿e na rozmawianie jest zbyt zmêczony, a jak siê nie podoba, to mogê sobie znale¼æ innego. Albo nauczyciel nigdy nie oceni dobrze wypracowania dziecka, bo siê uwzi±³. Czy przychodnia proponuje wizytê u foniatry za 11 miesiêcy.

Jednym s³owem - kompletna niemoc.

W epoce ca³kowicie scyfryzowanych mediów mog³yby¶my teraz wy¶wietliæ czytelnikom bardzo znane nagrania z badañ Edwarda Tronicka z lat 70., zwane still face (martwa twarz). Zachêcam do obejrzenia ich w sieci. S± przejmuj±ce, ale mo¿e opowiem.

Bra³y w nich udzia³ matki i dzieci w wieku od oko³o o¶miu miesiêcy do przesz³o roku i najpierw miêdzy dzieæmi a mamami by³a ¿ywa interakcja, jak to na tym etapie bywa - dzieci co¶ "guga³y", mamy odpowiada³y, dzieci wyci±ga³y przed siebie r±czkê, mamy sz³y za tym wzrokiem, dzieci siê ¶mia³y, mamy odpowiada³y na ¶miech itd. W pewnym momencie zgodnie z poleceniem eksperymentatora matka zastyga³a na 30 sekund. Nie reagowa³a na zaczepki. Nie odzywa³a siê. Nie rusza³a. Jej twarz nie wyra¿a³a niczego.

Najpierw dziecko próbowa³o wznowiæ kontakt, zaczepia³o, pokrzykiwa³o, co¶ pokazywa³o, ale w miarê up³ywu czasu stawa³o siê niespokojne, napiête, wreszcie zaczyna³o p³akaæ i krzyczeæ. Do¶wiadcza³o lêku i bezradno¶ci, bo okazywa³o siê, ¿e wszystkie sposoby, których siê nauczy³o, by pozostawaæ w kontakcie, przesta³y dzia³aæ, a naprzeciw widzia³o najwa¿niejsz± osobê, która nagle przestawa³a na nie reagowaæ.

Tyle ¿e w eksperymencie Tronicka po trwaj±cych wieki - równie¿ dla widzów - 30 sekundach mama by³a znowu ¿ywa, obecna i koi³a niepokój dziecka.

W prawdziwym ¿yciu niekoniecznie tak musi byæ.

No w³a¶nie. Je¶li nasi opiekunowie reagowali na nas, byli obok, rozpoznawali nasze potrzeby, a jednocze¶nie zachêcali do samodzielno¶ci, to sytuacja zale¿no¶ci czy niemo¿no¶ci nie budzi w nas paniki, bo ufamy innym, ale te¿ potrafimy sobie radziæ. Je¶li jednak otacza³y nas czêsto "martwe twarze" albo twarze wykrzywione z³o¶ci±, to wspomnienie przera¿aj±cego osamotnienia i bezradno¶ci zapisuje siê w nas bardzo g³êboko.

I nie jest to metafora - wspó³czesna neuronauka potrafi wskazaæ, na czym ten zapis w mózgu polega. W doros³ym ¿yciu jeste¶my wtedy pe³ni lêku, ¿e to bolesne do¶wiadczenie mo¿e siê odtworzyæ.

S± tacy, którzy udaj±, ¿e siê nie boj±.

Donald Winnicott, wybitny brytyjski pediatra i psychoanalityk, pisa³ w latach 40., ¿e je¶li prawdziwe ja nie zosta³o w dzieciñstwie odzwierciedlone i przyjête przez matkê - bo wtedy badacze na ogó³ ograniczali swoje badania do roli matki w rozwoju dziecka - to tworzy siê fa³szywe ja, swojego rodzaju warstwê ochronn±, która ma s³u¿yæ temu, by byæ samowystarczalnym i ju¿ nigdy nie poczuæ zale¿no¶ci od innych.

T± zbroj± mo¿e byæ pozycja spo³eczna, w³asna wyj±tkowo¶æ, uroda, pieni±dze, si³a fizyczna. Takie osoby chc± wierzyæ, ¿e sobie ze wszystkim poradz±, nawet z pogarszaj±cym siê zdrowiem, z tym, ¿e kto¶ je opu¶ci czy ¿e z wiekiem stan± siê mniej atrakcyjne. Zamiast bezradno¶ci maj± iluzjê omnipotencji, chc± czuæ, ¿e panuj± ca³kowicie nad swoim ¿yciem i nic tego nie zmieni. Mo¿e to przybraæ postaæ maniakaln± - nadmierna aktywno¶æ, niekoñcz±ce siê zadania i plany: pojed¼my tu, zróbmy tamto, zapiszmy siê na to.

To s± te wszystkie triatlony w okolicach czterdziestki? Wej¶cie na Kilimand¿aro w prezencie na 45. urodziny?

Bez przesady. To akurat mo¿e wynikaæ ze zdrowych motywów. Ale zgadzam siê, ¿e w okolicach czterdziestki ludzie czêsto wpadaj± w panikê, bo ju¿ mniej wiêcej wiedz±, czym ¿ycie jest, dostrzegaj± równie¿ to, czego nie zrobili, i czasem maj± tak± my¶l, s³uszn± lub nie, ¿e jeszcze mog± to zrobiæ. A nawet je¶li dotrze do nich, ¿e wirtuozem skrzypiec ani primabalerin± ju¿ nie bêd±, to próbuj± zostaæ - niejako w zastêpstwie - mistrzem rajdowym.

Na szczê¶cie ko³o piêædziesi±tki zaczyna siê ju¿ pojawiaæ zgoda na to, ¿e jest siê tu, gdzie siê jest, i ¿e niektóre drzwi zosta³y nieodwracalnie zatrza¶niête. Choæ z drugiej strony trzeba pamiêtaæ, ¿e my czasem widzimy zatrza¶niête drzwi tam, gdzie wystarczy³oby nacisn±æ klamkê Wiêc to wszystko nie jest takie proste w ocenie.

Jest taki apel wywodz±cy siê z ruchu Anonimowych Alkoholików: "Bo¿e, daj mi cierpliwo¶æ, ¿ebym zniós³ to, czego nie jestem w stanie zmieniæ. Si³ê, ¿ebym zmieni³ to, co zmieniæ mogê, i m±dro¶æ, ¿ebym móg³ odró¿niæ jedno od drugiego".


I to trzecie najbardziej nas interesuje w kontek¶cie tej rozmowy. Ta m±dro¶æ, która pozwoli nam odró¿niæ to, na co mamy wp³yw, od tego, co od nas nie zale¿y, i ¿eby, je¿eli ju¿ uznamy, ¿e co¶ od nas nie zale¿y, nie marnowaæ czasu na ja³ow± walkê.

Mo¿na mieæ poczucie, ¿e ma siê wp³yw, ale zrezygnowaæ z dzia³ania. Czy to jest wtedy jako¶ zdrowsze?

Bywaj± takie sytuacje, kiedy ¶wiadomie podejmujemy decyzjê, ¿e nie bêdziemy niczego zmieniaæ w tym momencie ¿ycia. I to rzeczywi¶cie mo¿e byæ przejaw sprawstwa, a nie bezradno¶ci.

Wracaj±c do mê¿a gbura - jest ch³odny, wycofany, zamyka siê. Próbujê do niego trafiæ na ró¿ne sposoby, a on to lekcewa¿y, odrzuca. Mówi: "Ostatecznie, jak musisz rozmawiaæ, to mów, no, proszê, s³ucham", i chowa siê za komputerem. Oczywi¶cie, mogê podejmowaæ kolejne próby, ryzykuj±c coraz wiêkszy opór i konflikt, a mogê te¿ stwierdziæ, ¿e mamy ma³e dzieci, dla mnie jest wa¿ne, ¿eby one mia³y spokojne, bezpieczne ¶rodowisko, on przecie¿ jest dobrym, troskliwym ojcem, wobec tego wszelkie konfrontacje odk³adam na pó¼niej.

Albo wiem z do¶wiadczenia, ¿e zrobi³by siê milszy, gdybym zgodzi³a siê realizowaæ jego seksualne fantazje, a ja akurat tego nie lubiê. No i godzê siê, ¿e w tej chwili nie dostanê w swoim zwi±zku tego, co dla mnie wa¿ne, ale to nie bezradno¶æ, tylko mój wybór.

Efekt jest jednak ten sam - to, co mi sprawia cierpienie, nie znika.

Ale wtedy inaczej siê to prze¿ywa. Kiedy widzê, jak m±¿ wraca z pracy, po raz kolejny zamyka siê w pokoju i nie ma ochoty na kontakt, to nie prze¿ywam swojego losu jak bezwolna ofiara, tylko my¶lê: "Dobra, przewalczenie tego by³oby bardzo trudne dla niego, dla mnie te¿, bo byæ mo¿e ja te¿ przyczyni³am siê do tego, ¿e tak jest miêdzy nami, wiêc na razie odpuszczam, bo dla mnie s± inne, wa¿niejsze sprawy".

Bycie bezwoln± ofiar± daje, owszem, poczucie chwilowej ulgi, bo skoro to nie moja wina, to nikt nie mo¿e ode mnie niczego oczekiwaæ, ale na d³u¿sz± metê jest parali¿uj±ce, jak u tych psów Seligmana, które nawet jak siê pojawia jakie¶ inne wyj¶cie, nie umiej± z niego skorzystaæ. Do tego stopnia, ¿e nawet je¶li okoliczno¶ci zmieni± siê na korzystne, to my nadal mo¿emy czuæ siê tak, jakby nic od nas nie zale¿a³o.

Psów Seligmana?

Nawi±zujê do znanej koncepcji tzw. wyuczonej bezradno¶ci. To pojêcie upowszechni³ w latach 70. Martin Seligman.

Wyuczona bezradno¶æ to swego rodzaju stan rezygnacji, gdy okazuje siê, ¿e nic nie mo¿emy zrobiæ, by unikn±æ niewygody czy cierpienia. W rezultacie nawet gdy warunki zmieniaj± siê na korzy¶æ, nie zauwa¿amy tego i zachowujemy siê tak, jakby wci±¿ nie by³o ¿adnego wyj¶cia.

Seligman przeprowadza³ do¶wiadczenia na psach, które by³y umieszczone w klatkach i ra¿one pr±dem. Po wielu próbach, kiedy odkry³y, ¿e cokolwiek zrobi±, to i tak tym pr±dem dostan±, k³ad³y siê na pod³odze klatki i nie robi³y nic. A je¶li drzwi klatki zosta³y otwarte i pies móg³ przej¶æ do innego pomieszczenia, gdzie by³o bezpiecznie i by³y inne psy, którym nic z³ego siê nie dzia³o, to pies z wyuczon± bezradno¶ci± nie szed³ tam sam z siebie. Gdy go przeci±gano na si³ê do klatki bez pr±du, pozostawa³ tam, ale je¶li przenoszono go z powrotem do tej z pr±dem, nie ucieka³ do poznanego przed chwil± bezpiecznego miejsca.

Te eksperymenty nad wyuczon± bezradno¶ci± powtarzano potem na ludziach w rozmaitych konfiguracjach, oczywi¶cie bez u¿ycia pr±du, ale z innymi nieprzyjemnymi do¶wiadczeniami, na przyk³ad ci±g³ymi pora¿kami w wykonywaniu jakiego¶ zadania, niezale¿nie od tego, jak siê badany stara³. Efekt by³ taki sam jak u psów: kompletna rezygnacja i kapitulacja.

jakie byly wnioski z tych badan?

U wiêkszo¶ci, ok. 70 proc., mo¿na poczucie bezradno¶ci skutecznie wzbudziæ i bêdzie ono trwa³o mimo zmieniaj±cej siê sytuacji.

Okaza³o siê, ¿e ludzie szybko ucz± siê bezradno¶ci, czyli poczucia, ¿e ich kontrola i wp³yw na sytuacjê s± nieskuteczne, a jak ju¿ siê naucz±, to bez specjalnego programu nie jest ich ³atwo tego oduczyæ. Ale 30 proc. skutecznie przeciwstawia siê tym próbom, dostrzega nowe mo¿liwo¶ci, szuka niestandardowych wyj¶æ z sytuacji.

Potraktowano te eksperymenty miêdzy innymi jako metaforê ¿ycia w ustroju, w którym wolno¶æ cz³owieka jest ograniczona. Uwa¿ano, ¿e dobrze to opisuje mentalno¶æ ludzi z krajów postkomunistycznych, którzy w czasach komunizmu rzeczywi¶cie czêsto do¶wiadczali poczucia bezradno¶ci w konfrontacji z systemem, ale nie dostrzegali pewnych, nawet niewielkich mo¿liwo¶ci dzia³ania pozasystemowego, a kiedy ustrój siê zmieni³, nadal mieli poczucie, ¿e na nic nie maj± wp³ywu.

Czy to znaczy, ¿e ci, którzy czêsto i ³atwo czuj± siê bezradni, zostali kiedy¶ tej bezradno¶ci nauczeni?

Kiedy¶, czyli w dzieciñstwie, taka strategia mog³a komu¶ zapewniaæ poczucie bezpieczeñstwa. Mo¿e by³o tak, ¿e jakakolwiek próba w³asnej aktywno¶ci by³a przez rodziców surowo karana. Mo¿e w domu panowa³ re¿im, do którego trzeba by³o siê bezwzglêdnie dostosowaæ, a je¶li dziecko próbowa³o siê z tego re¿imu wy³amaæ, by³o bite, odrzucane albo wy¶miewane i do¶æ szybko siê nauczy³o, ¿e wzglêdny spokój zapewni sobie, je¶li dostosuje siê do tych zewnêtrznych wymagañ. Tak bywa w rodzinach przemocowych, autorytarnych.

A w lêkowych? W których du¿o jest przekazu: "Nawet nie próbuj, bo na pewno sobie krzywdê zrobisz".


Trzeba pamiêtaæ, ¿e na dziecko wp³ywaj± nie werbalne deklaracje rodziców, tylko to, co siê dzieje. Przekaz bêdzie s³abszy, je¶li dziecko stale s³yszy, ¿e ¶wiat jest okropny i trzeba uwa¿aæ, ale ma okazjê, by ró¿nych nowych sytuacji popróbowaæ, na przyk³ad wyj¶æ samo na podwórko i nawet je¶li st³ucze kolano, to bêdzie pocieszone, a nie ukarane.

Je¶li natomiast w podobnej sytuacji us³yszy: "Upad³e¶? A przecie¿ mówili¶my ci, ¿eby¶ nie wychodzi³! To teraz rad¼ sobie sam i masz szlaban na podwórko do koñca tygodnia", to przekaz bêdzie mocniejszy.

Dziecko ma z natury potrzebê poznawania ¶wiata, sprawstwa, tak siê rozwija nasz uk³ad nerwowy. To dobrze widaæ na etapie, gdy niemowlê wyrzuca z ³omotem zabawki z kojca i g³o¶no wo³a, ¿eby mu je podawaæ. Czasem nies³usznie mu siê przypisuje agresywne intencje ("Oj, niegrzeczna Basiulka"), a ono tylko chce do¶wiadczyæ swojego wp³ywu na otaczaj±cy ¶wiat. Je¶li siê oka¿e, ¿e jak wo³a, to kto¶ przychodzi, ¿e jak co¶ rzuci, to kto¶ podniesie (oczywi¶cie niekoniecznie dziesiêæ razy z rzêdu), a kiedy p³acze, to ¶wiat stara siê pomóc, to jest szansa, ¿e jego poczucie bezradno¶ci w przysz³o¶ci bêdzie mniejsze.

Mo¿e te¿ zdarzyæ siê tak, ¿e to poczucie bezradno¶ci bêdzie dotyczyæ tylko pewnych obszarów.

Na przyk³ad?

Kiedy dziecko dorasta z prze¶wiadczeniem, ¿e ma byæ bardzo zaradne i sprawcze, je¶li chodzi o naukê, natomiast je¶li chodzi o wp³yw na zachowanie m³odszej siostry, to jest on zerowy. I kiedy ta siostra zniszczy jego rzeczy, zabierze zabawki, uderzy go, to us³yszy od rodziców: "Ust±p. Przecie¿ jest m³odsza. Nie wolno ci siê do niej tak zwracaæ. Przecie¿ jeste¶ starszy, daj przyk³ad" etc. Wtedy dziecko w kontakcie z kim¶, kto u¿ywa pozycji s³abszego, nie bêdzie siê potrafi³o chroniæ.

Z czym ten cz³owiek mo¿e mieæ problem w doros³o¶ci?

Mo¿e byæ bezradny w kwestii stawiania granic, dbania o siebie. Kiedy kto¶ zada mu na przyk³ad publicznie intymne pytanie, to bêdzie siê poczuwaæ do odpowiedzi, zamiast powiedzieæ stanowczo: "Dziwiê siê, ¿e mnie o to w ogóle pytasz". Albo je¶li kole¿anka z pracy poprosi go, ¿eby zosta³ dwie godziny d³u¿ej, "bo ja mam dziecko do odebrania z przedszkola, a ty nie", to siê na to zgodzi bez zaj±knienia, choæ jest umówiony.

Ludzki umys³ jest w stanie wyprodukowaæ bardzo wiele racjonalizacji, ¿eby udowodniæ nam, ¿e s³usznie czego¶ nie próbujemy albo do czego¶ siê dostosowujemy wbrew sobie.

Ale co nam to w³a¶ciwie daje, taka postawa? ¯e nie musimy podejmowaæ wysi³ku zmiany?

Bezradno¶æ na ogó³ chroni nas przed konfrontacj± z innymi stanami, których nie chcemy. Ze z³o¶ci±, z frustracj±, lêkiem. £atwiej czuæ siê bezradnym i bezwolnym, ni¿ zebraæ siê na odwagê i na przyk³ad z³o¿yæ wniosek o urlop u szefowej, która krzywo na to patrzy i sama urlopów nie bierze, bo trzeba siê wtedy zmierzyæ z jej niechêci±, ze swoim lêkiem, ze z³o¶ci± na ni± itd. £atwiej jest powiedzieæ sobie: "Ona taka jest, wszystkich mierzy swoj± miar±, nikogo na urlop nie puszcza, nic na to nie poradzê".

Czasem te¿ nauczyli¶my siê, ¿e tylko wtedy, gdy jeste¶my bezradni, s³abi, chorzy, mamy szansê na mi³o¶æ, troskê i zainteresowanie.

Czy to nie jest te¿ tak, ¿e bezradno¶æ chroni nasz wizerunek we w³asnych oczach, ¿e lepiej jest mieæ poczucie, ¿e nic ode mnie nie zale¿y, ni¿ ¿e mo¿e ja co¶ zawali³am?

Je¶li kto¶ traci kolejn± pracê z rzêdu, a w nastêpnej nie przed³u¿aj± mu umowy, to ³atwiej jest my¶leæ, ¿e "o wszystkim i tak decyduj± znajomo¶ci" albo "zorientowali siê, ¿e mam za wysokie kwalifikacje i pewnie tym komu¶ zagrozi³em", ni¿ ¿e mo¿e jako¶ siê swoim zachowaniem przyczyniam do tych pora¿ek.

W psychoterapii zdarza siê impas, kiedy psychoterapeuta próbuje pokazaæ pacjentowi jego wp³yw na sytuacjê ¿yciow±, natomiast pacjent trzyma siê uporczywie takiego widzenia rzeczywisto¶ci, z którego wynika, ¿e nic od niego nie zale¿a³o i nie zale¿y. Czasami kto¶ we wczesnym okresie ¿ycia (bo wtedy mózg jest bardzo plastyczny i podatny na wp³ywy) nauczy³ siê jakiego¶ "programu", sposobu rozumienia i radzenia sobie z rzeczywisto¶ci± (np.: "Jak bêdê uleg³y, to uniknê kary") i gdy okazuje siê, ¿e w zmienionej sytuacji to nie dzia³a (np. uleg³o¶æ powoduje, ¿e staje siê koz³em ofiarnym w grupie rówie¶niczej), to czuje siê ca³kowicie bezradny, bo nie ma innego programu.

Warto wspomnieæ o eksperymentach amerykañskiej badaczki Carol Dweck, która dowiod³a, ¿e ludzie maj± ró¿ne teorie dotycz±ce sta³o¶ci lub zmienno¶ci swoich cech (s±dz±, ¿e s± one wrodzone i niezmienne albo przeciwnie - ich kompetencje podlegaj± zmianom w rezultacie wysi³ku, pracy), a skutek jest taki, ¿e ci wierz±cy w niezmienno¶æ swoich cech po pora¿ce czuj± siê bezradni (bo wszelkie próby naprawy by³yby ja³owe), ci drudzy przeciwnie, bo warto siê wysiliæ. W tym kontek¶cie to, ¿e kto¶ siê zg³asza na psychoterapiê, nie ¶wiadczy o jego bezradno¶ci, lecz raczej przeciwnie - o wierze, ¿e mo¿e co¶ w sobie skutecznie zmieniæ.

Jon Frederickson, wybitny psychoterapeuta i nauczyciel z nurtu ISTDP, czyli intensywnej krótkoterminowej psychoterapii psychodynamicznej, podkre¶la, ¿e w ¿yciu doros³ym stan bezradno¶ci to czêsto obrona przed wymogiem ryzykownej aktywno¶ci czy poczuciem winy. A rzeczywi¶cie bezradni mo¿emy byæ w dzieciñstwie (np. tyranizowane dziecko) i w konfrontacji z sytuacjami ostatecznymi.

Ale my tu ca³y czas rozmawiamy o poczuciu bezradno¶ci jako czym¶ negatywnym, a przecie¿ jest i druga strona, czyli takie sytuacje, w których powinni¶my do¶wiadczyæ tego, ¿e nie na wszystko mamy wp³yw i nie próbowaæ go mieæ na si³ê.

Co ma pani na my¶li?

Najbardziej typowa sytuacja to jaka¶ wa¿na strata, a ju¿ skrajnie - ¶mieræ kogo¶ bliskiego. Bardzo czêsto próbujemy temu zaprzeczaæ i nie akceptujemy tego, ¿e nic ju¿ nie mo¿emy zrobiæ. W prze¿ywaniu ¿a³oby jest taka faza (powszechna i normalna), kiedy szuka siê winnych. "To przez lekarzy", "To przeze mnie - mog³am wcze¶niej go zaci±gn±æ do specjalisty", tak jakby mia³o to wróciæ komu¶ ¿ycie W ten sposób próbujemy zaprzeczyæ bezradno¶ci, bo mówimy: "Mia³am wp³yw, co¶ tu jeszcze ode mnie na pewno zale¿a³o".

Podobnie kiedy bliski jest chory terminalnie i wiadomo, ¿e jego dni s± policzone i ¿e to, czego potrzebuje najbardziej, to naszej zgody, ¿eby odej¶æ - wtedy czêsto rodzina, przyjaciele siê mobilizuj± i np. organizuj± zbiórkê pieniêdzy na jakie¶ bardzo kosztowne leczenie za granic±. To nie wynika z zach³anno¶ci czy naiwno¶ci, tylko jest prób± poradzenia sobie z bezsilno¶ci±.

A co by siê przyda³o w takich momentach?

Zgoda na to, ¿e ju¿ nic nie mo¿emy, ¿e skonfrontowali¶my siê w³a¶nie z prawdziw±, najg³êbsz± bezradno¶ci±. Ale to bardzo trudne. Zreszt± wszystko to, co siê dzieje po ¶mierci - organizacja pochówku, redagowanie nekrologów, wype³nianie ostatniej woli - jest tak spo³ecznie skonstruowane, ¿eby tê bezradno¶æ czyniæ l¿ejsz± i oswajaæ j± przez stan ¿a³oby.

Niezgoda na bezradno¶æ mo¿e te¿ przekszta³ciæ siê w tzw. patologiczn± ¿a³obê.

Kiedy to ma miejsce?

Kiedy np. matka dwojga dzieci traci trzeci± ci±¿ê i od tej pory to nienarodzone dziecko staje siê dla niej najwa¿niejsze. Opuszcza emocjonalnie swoje ¿yj±ce dzieci, jest skupiona tylko na tym, którego nie ma, obchodzi jego imieniny, rocznicê poczêcia, rocznicê poronienia i traktuje to jako wa¿niejsze ¶wiêta ni¿ np. urodziny swoich ¿yj±cych dzieci. To oznacza, ¿e wci±¿ nie jest w stanie uznaæ, ¿e ju¿ nic tego dziecka nie wróci, a ona nic na to nie poradzi. Przeciwnie, zachowuje siê, jakby to dziecko wci±¿ ¿y³o.

Wiêc przy ca³ym cierpieniu, którego bezradno¶æ nam przysparza, czasem siê te¿ przydaje, by¶my mogli siê pogodziæ z tym, ¿e s± rzeczy poza nasz± kontrol±: up³ywaj±cy czas, staro¶æ, która niechybnie i nas dopadnie, a wreszcie ¶mieræ. ¯ycie w zaprzeczeniu bezradno¶ci nie sprzyja ani nam, ani naszemu otoczeniu.

Jak nasz± bezradno¶æ odbieraj± inni?

To zale¿y, jak ona siê przejawia. Je¿eli bezradno¶æ ma zapewniæ komu¶ opiekê i mi³o¶æ, to prêdzej czy pó¼niej wzbudzi z³o¶æ. Je¶li przyjació³ka dzwoni po raz 15. opowiadaæ, ¿e jej m±¿ jest straszny i ona ju¿ z nim nie mo¿e, a my jej 14 razy wcze¶niej okaza³y¶my wsparcie, wys³ucha³y¶my, podda³y¶my parê pomys³ów na zmianê tej sytuacji, to bêdzie irytowaæ. Mo¿emy czuæ siê w takiej sytuacji wykorzystywane, nêkane.

Ale zdarzaj± siê te¿ inne sytuacje, kiedy bezradno¶æ jest polem ekscytuj±cych rozrywek interpersonalnych.

Bezradno¶æ jako rozrywka? Nigdy bym tak o tym nie pomy¶la³a.

To pewien rodzaj gry towarzyskiej. Na przyk³ad dwie przyjació³ki mê¿atki systematycznie narzekaj±ce na swoich obsesyjno-kompulsyjnych mê¿ów ("Robi awanturê, jak torebkê na stole postawiê", "A mój wczoraj wszystko ze zmywarki wywali³ i ustawi³ po swojemu") albo dwóch kolegów bezradnie medytuj±cych nad niepoznawaln± kobieco¶ci±: "Moja siê czepia o byle co, jak siê rozkrêci, to ¿adna logika do niej nie dotrze", "Wiadomo, baby takie s±", "Ci±gle gada i gada, nic na to nie poradzisz". W tym sensie jest to rozrywka, ¿e daje poczucie pewnej satysfakcji: no, nie tylko ja mam tak kiepsko, jest kto¶ drugi, kto mnie rozumie i potwierdza, ¿e nic zrobiæ siê nie da.

Mo¿na te¿ razem bezradnie ponarzekaæ na pracê, na szefa, na dzieci, na rz±d.

To oni, to przez nich, ja - biedny. To taki znany polski refren.


Ale trzeba te¿ pamiêtaæ, ¿e nawet je¶li obiektywna rzeczywisto¶æ jest taka, ¿e nic nie mo¿na, nawet je¶li 90 proc. ludzi bêdzie mówiæ, ¿e siê nie uda, to zawsze znajdzie siê kto¶, kto siê wy³amie. I wyjdzie np. na ulicê demonstrowaæ albo podpisze List 34. I teraz kto jest lepiej przystosowany: ten jeden, o którym siê bêdzie 50 czy 100 lat pó¼niej mówi³o i pisa³o: "To od niego siê zaczê³o, bez niego by siê nie uda³o"? Czy ci, którzy mówili, ¿e nic z tego i tak nie bêdzie?

Wszystko zale¿y od tego, czy mu siê uda czy nie. To ju¿ historia oceni.

Mo¿e byæ tak, ¿e pierwszemu siê nie uda, ale drugiemu tak. Na przyk³ad przed Relig± by³ profesor Moll, byæ mo¿e bez niego nie by³oby Religi? Przeprowadzi³ jedn± operacjê przeszczepu serca, pacjent zmar³ i Moll siê wycofa³. Relidze te¿ kilka pierwszych operacji siê nie uda³o. Wielu go zniechêca³o: to niemo¿liwe, nie próbuj, w naszej kulturze to prawie jak blu¼nierstwo. Kiedy kilku pierwszych pacjentów zmar³o, mia³ prawo siê poddaæ, ale tak siê nie sta³o.

Dzisiaj mamy oko³o tysi±ca pacjentów z przeszczepionym sercem. I teraz pytanie: uznaæ swoj± bezradno¶æ czy próbowaæ, nawet je¶li wszyscy mówi± mi, ¿e nie dam rady? Nie da siê tego jednoznacznie oceniæ. Z pewno¶ci± tylko niewielu z nas ma psychiczn± mo¿liwo¶æ, ¿eby walczyæ z tym, wobec czego 99 proc. jest bezradnych. Ale te¿ wielu wybiera tkwienie w pu³apce bezradno¶ci, chocia¿ wyj¶cia s± a¿ nadto widoczne.

Zofia Milska-Wrzosiñska - psycholog, psychoterapeutka, superwizor Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, zwi±zana z Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie

http://www.wysokieobcasy....eRedirects=true
_________________
"NIKT NIE NADEJDZIE"
Nie pojawi siê nikt, kto mnie wybawi, naprawi moje ¿ycie, rozwi±¿e moje problemy.
Je¿eli sam czego¶ nie zrobiê, nic siê nie polepszy. Nathaniel Branden
 
 
 
Wywietl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie moesz pisa nowych tematw
Nie moesz odpowiada w tematach
Nie moesz zmienia swoich postw
Nie moesz usuwa swoich postw
Nie moesz gosowa w ankietach
Nie moesz zacza plikw na tym forum
Moesz ciga zaczniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group

Strona wygenerowana w 0,21 sekundy. Zapyta do SQL: 11


<